Dziś jest ten dzień, który nazywam Moim Kulinarnym Nowym Rokiem. Wszystko, co było przed nim, to metaforyczne wygrzebywanie korzonków na przednówku, bo ja jednak wyznaję zasadę kulinarnej sezonowości. To, co będzie później, jest rajem dla ogrodowej kucharki. Zatem na logikę pierwsze szparagi oznaczają Początek.
A tak bez metafor: Piter przyniósł dziś pierwsze polskie szparagi. Zielone. Nie wymagające obierania z podejrzliwym analizowaniem zostawionych włókien. te, w których wystarczy odłamać koniec, wrzucić na patelnię grillową i otworzyć but… ops! sorki! poniosło mnie…
Bo naprawdę te zielone cuda wystarczy lekko podgrzać na patelni, a kiedy nabiorą ciemnozielonej barwy – dorzucić do pasty, tarty, omleta albo schrupać z sosem holenderskim i posiekanym jajkiem oraz szyneczką. Właśnie schrupać. Nawet jak robisz gratinati – jedno z tych dań, którymi otwieramy szparagowy sezon, to nie gotuj ich bez sensu przed posypaniem serem i wstawieniem do piekarnika. To znaczy jeśli chcesz – wolna wola! Ale uważam rozgotowywanie szparagów na śmierć za kulinarną zbrodnię.











Oberżynowe przepisy na dania ze szparagami znajdziesz tu:
SZPARAGI

PS.
Jeszcze słowo o przechowywaniu szparagów. Nie, wcale nie trzeba ich trzymać w kubku z wodą. Wystarczy zawinąć w wilgotną ściereczkę i schować do lodówki.
Ja od dawna używam innej metody: myję szparagi, odrywam końce i wkładam do Ventsmart Tupperware. Idealnie się w nim przechowują nawet kilka dni.
© 2026, Jo. All rights reserved.



