Może mam takie Kresowe skrzywienie, ale nie wyobrażam sobie Wigilii bez pierogów. I żeby nie było niedomówień: uszka z grzybami kupuję, bo nie mam nerwów do takiej dłubaniny, ale ruskie i z kapustą karnie lepię każdego roku. A właściwie lepimy, bo nie widzę powodu, żeby panowie nie włączali się w te przygotowania, a lepienie pierogów to nie fizyka kwantowa.

Nie robimy ich w hurtowych ilościach, bo na Wigilii są jednym z dań i bez przesady, nikt nie zje trzydziestu. No i przygotowujemy je wcześniej i zamrażamy. Nikt nie umarł od tego, a oszczędzamy mnóstwa nerwów, nagromadzenia pracy i dodatkowego bałaganu tuż przed Świętami.

Podstawą jest ciasto. Musi być miękkie i elastyczne. Farsze robię tradycyjne, takie jak moja Babcia. Dokładniej możecie sobie poczytać w postach poniżej.

Porcja ciasta pierogowego wystarcza na około 30 średniej wielkości pierogów, więc na ogół robię pierogi na dwa rzuty: najpierw ruskie, a potem powtórka z kapuścianymi.

Uprzedzałam, że nie przygotowuję jedzenia dla pułku wojska, tylko dla czteroosobowej rodziny (plus od jednego do pięciorga gości) i ilości dopasowuję do takich potrzeb.


PIEROGI


A teraz będzie herezja Blogerki Kulinarnej:

Naprawdę NIC SIĘ NIE STANIE, jeśli kupicie gotowe pierogi i podacie je na wigilijny stół. Nic kompletnie. Tylko zróbcie sobie przysługę i wybierzcie jakieś naprawdę dobrej jakości.

© 2025, Jo. All rights reserved.

CategoriesBez kategorii

Dziękuję za komentarz. Postaram się możliwie szybko na niego odpowiedzieć.