M

Makaron z truskawkami, czyli polskie kompleksy

„Tylko nie mów o tym Włochom!” – taką mantrę powtarzają Polacy za każdym razem, kiedy wrzucają w internacjonalne internety (zamierzone, nie poprawiać!) zdjęcia makaronu z truskawkami.

Może trochę łatwiej jest nam teraz publicznie przełknąć tę kluskę, po ubiegłorocznej burzy wywołanej przez Igę Świątek, i późniejszych, pełnych niedowierzania konstatacjach, że to jest nawet smaczne, wygłaszanych przez światowych celebrytów (kocham wyznanie Jamiego Olivera! bo przecież on jest zagorzałym fanem kulinarnej włoszczyzny), ale nadal czujemy takie jakieś zażenowanie przyznając się do makaronu na słodko… Och, każdy ma jakieś guilty pleasures, nieprawdaż? Pewnie i na moim blogu gdzieś coś takiego znajdziecie, nie dam głowy, że nie.

ALE

Czym innym jest dodanie śmietany do carbonary, albo ugotowanie pasty na miękko, a czym innym poczucie niższości na kulinarnej arenie świata z powodu własnej tradycyjnej kuchni!

I dobrze pamiętam, kiedy moja siostra pojechała naturalizować się we Włoszech, czego skutkiem pół rodziny dostało włoskiego szmergla z jedzeniem, gardząc natychmiast pierogami z jagodami i sałatą ze śmietaną. Albo odmawiało jedzenia surówki do obiadu, z uporem żądając podania jej po posiłku. Tylko, że niektóre rzeczy mają sens, a niektóre go nie mają.

Nie ma go na przykład uważanie się za kulinarnego prymitywa, bo je się inaczej, niż w jakimś innym kraju. I mam tu na myśli zarówno dania, jak i połączenia czy nawet pory posiłków. Owszem: nie pijemy cappuccino po jedenastej, nie rozgotowujemy makaronu ani warzyw, ani nie popijamy kawą pizzy, ale już pory posiłków dostosowujemy do naszego rytmu dnia i od lat nie jadamy kolacji po dwudziestej, chociaż na wakacjach nam się to zdarza. Bliżej nam do kuchni europejskich, bo ta kawa, to krótkie espresso, nie rozwodniona americana, za azjatyckimi przyprawami nie przepadamy (eufemizm!), i o ile moglibyśmy zamieszkać we Francji, to już z Meksykiem by nie przeszło, Równocześnie cenimy rodzimą kuchnię i na co dzień gotujemy nie tylko po włosku czy francusku, ale również tradycyjnie, po polsku. I naprawdę nie rozumiem, jak średnio kulturalny człowiek może krytykować cudze zwyczaje, zamiast przyjrzeć im się w ramach etnograficznych różnorodności – nawet jeśli zupełnie nie przypadną mu do gustu.

A co do sałaty… Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy jemy ją z oliwą, olejem czy śmietaną. Chodzi o tłuszcz, dzięki któremu przyswajane są witaminy z kategorii ADEK. A o ile mi wiadomo, w Polsce ciężko z uprawą Olea europaea L., więc nasi przodkowie brali to, co mieli na miejscu.

Polskie kluski górą! Bądźmy dumni z naszej kuchni i domowych przepisów!

© 2026, Jo. All rights reserved.

CategoriesBez kategorii

Dziękuję za komentarz. Postaram się możliwie szybko na niego odpowiedzieć.