G

Gotowce, czyli czy blogerka kulinarna powinna korzystać z gotowej garmażerii.

W drugi dzień świąt wrzuciłam na FB takie zdjęcie:

Zwrócono mi uwagę, że jako blogerka kulinarna nie powinnam wstawiać takich rzeczy. W ogóle istnieje jakiś magiczny zakaz używania przez POWAŻNE kulinarne blogerki gotowych produktów, a już o wspominaniu o nich to w ogóle nie ma mowy!

Zatem, proszę państwa, porozmawiamy dziś o gotowcach.

Potrafię ugotować barszczyk. Ale nie widzę powodu, żeby nie zaoszczędzić sobie pracy podając na stół ten z Krakusa.

Umiem zrobić uszka do barszczu. NIGDY ich nie lepię, bo wolę z chłopakami ubrać choinkę. Befsztyk robi na święta świetne uszka z prawdziwkami. A u Grota kupię przez cały rok doskonałe z mięsem.

Idąc dalej: nie trzymam pod oknem własnoręcznie dojonej krowy na gorgonzolę. Uprawa spożywanych w moim domu hurtowo pomidorów średnio mi wychodzi. O bakłażanach nawet nie wspomnę. Zdarza mi się kupować gotowe ciasta, nigdy nie robiłam w domu lodów, no i – tu wiem, że przeżyjecie szok, nie pędzę w piwnicy Martini Prosecco.

Ba! Ja nawet nie mam piwnicy!

Jak wam się wydaje? Po co są te różne firmy produkujące żywność? I robiące to coraz lepiej, z coraz dokładniej wybranych składników, z dopracowywanymi recepturami? Dla kogo one pracują, dając zatrudnienie fachowcom w branży? Tylko dla kuchennych nieudaczników? No błagam…

Pora odczarować gotowce! Można wśród nich znaleźć wartościowe produkty, które bardzo ułatwią nam życie. I naprawdę nie widzę nic złego w ich używaniu. Nawet podczas świąt!

PS.
A w ogóle to powiem wam w tajemnicy, że nie cierpię tych idealnych pań domu, które wszystko robią własnymi rękoma, za kupowanych na eko bazarze produktów, nie spieprzyły nigdy żadnej potrawy, a torty wychodzą im zawsze konkursowe. No jak ja ich nie cierpię!!!

Buziaki!
Jo.

© 2020, Jo.. All rights reserved.

CategoriesBrak kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *