Sól od rzeźnika z Giaveno.

Chyba każdy kucharz ma jakiegoś produktowego bzika… Przynajmniej tak się pocieszam 😉 Moim, jak chyba wszyscy już wiedzą, jest sól od rzeźnika z Giaveno. Nie jedynym, ale powiedzmy, że obok ziół prowansalskich, wiodącym. Dodaję ją do niemal wszystkiego: mięsa, ryb, warzyw, pasty, zapiekanek i zup. Jest rewelacyjna. I wcale nie przeszkadza mi, że tak naprawdę produkuje ją bolońska firma CABER, ani to, że od lat można ją kupić (znaczy sól, nie firmę) w prawie każdym włoskim sensownym markecie.

CABER tworzy swoją popisową sól od ponad 50 lat. Jej skład jest prosty, a używane do produkcji zioła pochodzą z własnych upraw. Jak to Włosi – opierają się na tradycyjnej recepturze, ale w ostatnich latach rozszerzyli swoją ofertę o nowe, dodatkowe produkty. Wielka szkoda, że nie można ich u nas kupić…

sól morska, rozmaryn, czosnek, szałwia, czarny pieprz

Coroczny wyjazd do Włoch z konieczności zatem zahaczał o Piemont, a Key miała za zadanie upewnienie się, że rzeźnik nie planuje akurat urlopu. Zaś gdyby planował: dokonać kontrolowanego zakupu, żebyśmy mogli uzupełnić zapasy na następny rok.

Z tego zadania wywiązywała się w swoim stylu: najpierw, niezwykle znudzona, zapewniała tygodniami, że bez potrzeby jej dupę truję zawracam głowę, bo przecież we Włoszech wszyscy na wakacje jadą dopiero w sierpniu, a potem znikała gdzieś na pół dnia po otrzymaniu ode mnie takiego zdjęcia:

“Ponownie otwarte od czwartku, 5 lipca.”
Dodam jedynie, że byliśmy w połowie czerwca.

Po kilku latach ruletki (Będzie? Nie będzie? Zamknięte? Otwarte?) sól pojawiła się w Auchan i Simply, co nas uratowało przed kompletnym rozstrojem nerwowym, ale tylko częściowo: od rzeźnika braliśmy bez zbędnych pytań dwie zgrzewki – w markecie przy czterech słoiczkach patrzono na nas dość podejrzliwie…

No i nadszedł COVIDowy 2020… Mimo dwukrotnego podejścia do wyjazdu, musieliśmy z niego zrezygnować… Zapasy kupionej dwa lata temu soli, nieubłaganie pokazywały dno w przedostatnim słoiczku… I wtedy podjęłam heroiczną decyzję. Nie zważając na jej sensowność, koszty czy stopień realności realizacji: kupię tę sól przez Internet!!!

ZNALAZŁAM!

W piątym odwiedzonym sklepie sprzedawali poza teren Włoch. Na dodatek w kilogramowych opakowaniach!

Panie, Panowie, Papa Duflot! Wybijamy się na niezależność!

Mały słoiczek – to taki normalny słoik z solą, sprzedawany w każdym sklepie. Ten duży – to mój internetowy zapas na pół roku 🙂

PS.

Idę szukać ziół prowansalskich z Briançon!

Skoro znowu siedzimy w domu, możecie sobie z nudów poczytać o Briançon. Giaveno miało być w tym roku, ale…

© 2020, Jo.. All rights reserved.

Categoriesblog voyager

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *