Uwielbiam róże. Kiedy miałam dwa-trzy lata, Dziadek Lis zabierał mnie na spacery do rosarium. Potem, w okresie przedszkolnym, biegałyśmy z Key po prowadzącym do przedszkola pasażu: od kwiatka, do kwiatka. W tamtych czasach wszystkie róże pachniały 😉

Kiedy zamieszkałam przy Marcepanowym Ogrodzie wiedziałam, że róże muszą być. I są.

Nie wiem ile mamy różanych krzewów, ale zdecydowaną większość stanowią angielskie róże Davida Austina. Z Geoffem Hamiltonem i Alanem Titchmarshem na czele. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego?

Moją ulubioną różą jest Lady of Shalott. Ale nasz różany repertuar jest dość szeroki. Zwłaszcza, że oboje mamy wielką słabość do królowej kwiatów.

To nie wszystkie. Kilka szykuje się dopiero do występu, parę ma już pąki. Jak mi życie bardzo dokopie, to po prostu idę oglądać róże. Daleko nie mam.

© 2020, Jo.. All rights reserved.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *