Zawsze wydawało mi się szczytem jajecznego wyrafinowania. A jako takie musiało być nieprawdopodobnie trudne do wykonania…

Ja jestem prostą gospodynią domową. I Leniwą Kucharką na dość niskim poziomie wtajemniczenia l’art de la cuisine. Ale poszetowe jajka chodziły za mną latami, nawiedzały we snach i wywoływały depresję. Postanowiłam stawić czoła wyzwaniu.

Kupiłam foremki do gotowania jajek w koszulkach. Takie do wieszania na krawędzi garnka.

Były bardzo niewygodne.

Kupiłam foremki z siteczka, wkładane do wrzątku.

Szlag mnie trafił przy ich czyszczeniu.

Aż wreszcie, dzisiaj, 2 maja o godzinie dziewiątej, moja cierpliwość wyczerpała się kompletnie.

Wzięłam garnek. Zagotowałam wodę. Dodałam trochę soli i chlusnęłam octem. Zamieszałam łyżką.

Wbiłam jajko.

Trzy minuty później świat należał do mnie.

A przynajmniej dzisiejsze śniadanie.

© 2020, Jo.. All rights reserved.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *