Gamberi in salsa rosa

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom: na półce marketu stał sobie spokojnie, jakby nigdy nic, słoiczek sosu koktajlowego Benedicta!


To mogło oznaczać tylko jedno: krewetki! Krewetki w różowym sosie! Tęskniłam za nimi od kilku lat! Piter mi nawet kupił armagnac, żebym mogła sama zrobić różowy sos, ale jakoś się nie złożyło i myślałam, że smak krewetek w różowym sosie, namiętnie jedzonych latami we Włoszech, pozostanie jedynie wspomnieniem…

Oczywiście można użyć małych, mrożonych krewetek koktajlowych. Trzeba je rozmrozić, najlepiej przez noc w lodówce, a następnie przelać wrzątkiem.
Ja jednak jestem wielką fanką krewetek tygrysich, niemrożonych. Smakują zupełnie inaczej! Nie muszę dodawać, że o wiele lepiej, prawda?

Klasyka to krewetki z sosem podane na sałacie. Warto jednak dodać do nich awokado… I to już chyba wszystkie uwagi na temat.

300 g krewetek (obranych, z usuniętym jelitem)
1 słoiczek sosu koktajlowego Benedicta (Cocktail Sauce a l’Armagnac)
sałata masłowa
sok z połowy cytryny
opcjonalnie: dojrzałe awokado (to znaczy miękkie)


Porwij sałatę na kawałki, ułóż na półmisku.

Rozłóż na sałacie pokrojone w dużą kostkę awokado. Skrop sokiem z cytryny.

Ułóż na wierzchu krewetki. Dodaj sos.

Nie masz sosu? Zrób go sam!

150 ml majonezu
3 łyżki ketchupu
1 łyżka armaniaku (może też być koniak albo brandy)
sól
odrobina cukru

Utrzyj majonez z ketchupem i alkoholem. Spróbuj i dopraw do smaku solą i cukrem.

© 2020, Jo.. All rights reserved.

  1. maradag says:

    Znowu trafiłaś w mój czuły punk… Zmuszasz dagmarczego człowieka do wyjścia z domu do pobliskiego sklepu rybnego…
    Uwielbiam krewetki!
    Z Renią robiłyśmy sobie raz w tygodniu “terobaki” na sałatce. Najczęściej jednak bez sosu, prymitywnie ;-). Potargana sałata, oparzony pomidorek w kawałkach, posiekana cebulka, pokawałkowane awokado też czasem, wyciśnięta cytryna. Na to rozkraczone i podsmażone na masełku krewetki tygrysie. Troszkę soli, pieprzu i cytrynka. No i wszystko polane/skropione “sokiem” z patelni…
    Pracowałam kiedyś we włoskiej knajpie. W kuchni. Obrałam tony krewetek… Za pierwszym razem dostałam jakiejś alergii, ręce po łokcie miałam w bąblach. Ale później się uodporniłam Chyba…
    To ja się ubieram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *